wtorek, 5 czerwca 2012

Mam 4 lata!


28. maja Julia skończyła 4 lata! Jest radosną, odważną, asertywną dziewczynką. Jest wrażliwa i empatyczna. Uwielbia się przytulać, wszem i wobec deklaruje swoją miłość do rodziców i całego świata. Ciągle mówi, mówi, mówi, budując zdania wielokrotnie złożone i zaskakując zwrotami charakterystycznymi dla osób dorosłych. Jednak używa ich poprawnie! Bardzo wyraźnie daje do zrozumienia kiedy jej się coś nie podoba i nie jest to zwykłe dziecięce tupanie nóżkami, ale komunikat, np. "Mamo, nic już nie mów! Jestem zła! Zaraz będę wściekła!" lub "Nie mów do mnie takim tonem, tato/mamo/Marysiu..."
Jest mądra i ciekawa świata, zadaje mnóstwo pytań a wybrane tematy drąży po wielokroć.
Lubię z nią przebywać, jej towarzystwo jest dla mnie inspirujące i radosne. Nawet jak J. wyjeżdża lub więcej pracuje to wiem, że spędzimy razem czas na przyjemnych rzeczach.
Wszystkiego najlepszego córeczko!

niedziela, 3 czerwca 2012

2. Targi Książki dla Dzieci w Krakowie

Wybrałyśmy się na 2. Targi Książki do Krakowa. Podróż z Julią jest dla mnie bardzo przyjemna. Najpierw busem do Krakowa, potem spacer przez Stare Miasto, śniadanie w lubianej przez nas Gospodzie Koko na ulicy Gołębiej, skąd już tylko kilka kroków na Plac Wszystkich Świętych, gdzie odjeżdża tramwaj na ulicę Centralną (tam mieszczą się hale targowe).
Odwiedziłyśmy wielu wydawców, poczyniłyśmy sprawunki, skupiając się przede wszystkim na pracach plastycznych i zabawach zorganizowanych przez wystawców. Julia uczestniczyła także w zajęciach zorganizowanych przez Małopolskie Przedszkole. Było to dla nas ciekawe doświadczenie, bo mogłyśmy sprawdzić jak to będzie w większej grupie dzieci, bez mamy. Byłam blisko, obserwowałam i starałam się nie ingerować :-) Julia w dużym skupieniu uczestniczyła w zajęciach z innymi dziećmi, potem wykonała wianek z filcu, a następnie samodzielnie otwarła słomkę i soczek w kartoniku. Ja wiem, że ten soczek to śmieszna sprawa, ale córka nie ma doświadczenia z takimi napojami ;-) Podczas tych zajęć była uważna, skupiona, jak nie wiedziała jak coś zrobić obserwowała innych i potem już radziła sobie sama. Byłam bardzo dumna i jestem spokojna, że moje dziecko jest gotowe na pójście do przedszkola i czerpanie z tego faktu radości.
Podróż powrotna również odbyła się spokojnie.
Bardzo lubię takie eskapady z córką!











wtorek, 15 maja 2012

Mamowo-córkowe popołudnie

Miałyśmy wczoraj bardzo kobiecy dzień. Po pracy zabrałam Julię na zakupy :-) Gdy udało nam się zrobić sprawunki (buty, tunika i spódniczka) poszłyśmy sobie do pierogarnii na obiad. Julia sama wybrała miejsce, mając wielką ochotę na pierogi z jagodami. Zadowoliła się wersją z truskawkami, bo to jeszcze nie sezon na owoce leśne. Kiedy skończyłyśmy jeść, poprosiła czy możemy jeszcze sobie trochę posiedzieć i porozmawiać :-) To było super! Siedziałyśmy więc i opowiadałyśmy sobie różne historie. Następnie te słodkie pierogi trzeba było wybiegać, więc w drodze do domu zatrzymałyśmy się w parku na placu zabaw. Ponieważ nie było innych dzieci, Julka mogła zmieniać do woli obiekty swoich harców. Po powrocie do domu była tak pełna wrażeń, że sama zajęła się zabawą w bal (ciągle przetwarza tego "Kopciuszka" z Ateneum) i robienie przyjęcia. Nie bardzo chciała mojego towarzystwa w tych działaniach, towarzyszyłam jej zatem nad deską do prasowania i też było fajnie :-)

To była bardzo udane babskie popołudnie!



Kopciuszek w Ateneum

W minioną niedzielę wybrałyśmy się z Julią do Śląskiego Teatru Lalek i Aktora "Ateneum". Miałyśmy pełne wrażeń popołudnie -podróżowałyśmy pociągiem, a następnie musiałyśmy przejść przez wielki plac budowy w centrum miasta. Julia siedziała podczas przedstawienie na moich kolanach jak zaklęta, wpatrzona w aktorów na scenie. Inscenizacja wykorzystywała teatr cieni, grę aktorską i teatr lalkowy, natomiast sama interpretacja wyszła poza schemat znanej nam wersji kopciuszka, wprowadzając zabawną i ekspresyjną postać szczura. To było dla nas obu duże przeżycie i miło spędzony czas :-)

"Kopciuszek", adaptacja: Marta Guśniowska, reżyseria: Jacek Popławski, scenografia: Nori Sawa, muzyka: Michał Kowalczyk, premiera: Śląski Teatr Lalki i Aktora "Ateneum", 24.03.2012

Tutaj znajduje się recenzja przedstawienia.

fot. Tomasz Zakrzewski

fot. Tomasz Zakrzewski

fot. Tomasz Zakrzewski

sobota, 5 maja 2012

Majówka w Brennej

Tegoroczną majówkę spędziliśmy wspólnie z dziadkami i Marynią w Brennej. Dziewczynki od rana do późnego wieczora biegały po dworze. Wybraliśmy się na kilka leśnych spacerów, gdzie udało się zrealizować mini lekcje biologii :-) Poza tym mogły się do woli bawić w baseniku, w strumyku, na łące, w piaskownicy i w domu. I zapewniam, że ani przez chwilkę się nie nudziły!
Po raz pierwszy rozstałam się z Julią na dwie doby. Musiałam wrócić z majówki wcześniej do pracy, a ona została z tatą i resztą rodzinki dwa dni dłużej. Wyobrażacie sobie, że nie tęskniła? Wspaniale radzi sobie beze mnie [co mnie nieco smuci ;-)]! Zrozumiałam, że powoli osiągamy stan, kiedy córka nie stanowi już absolutnej jedności z matką. Jestem świadoma swojej zaradności beze mnie, jest zdecydowana, pewna siebie i asertywnie wyraża swoje zdanie i swoje potrzeby wśród ludzi których zna, w środowisku, w którym czuje się bezpieczna. W tych okolicznościach obecność mamy jest zbędna, przynajmniej w tak krótkim czasie jak dwa dni ;-)









Więcej zdjęć.

sobota, 28 kwietnia 2012

Kuzyn Jacek

We wtorek 24 kwietnia, w piękny słoneczny dzień o godzinie 22.03 przyszedł na świat nowy członek naszej licznej rodziny - Jacek. Julia ma zatem miesiąc młodszą  kuzynkę Patusię, dwa lata młodszego kuzyna Michałka i prawie cztery lata młodszego kuzyna Jacka. Prawda, że piękny?!

 



piątek, 27 kwietnia 2012

Warszawa


W minionym tygodniu (21-22.04.2012) byłyśmy z Julią w Warszawie. Spotkałam się z bratem i jego dziewczyną, załatwiłam sprawy naukowe i wspaniale spędziłam czas z córką :-)


Wujek z ciocią zabrali Julię na spacer po starym mieście. Największą atrakcją okazała się bryczka z koniem (czyli karoca) i panna młoda, która nią jechała. Warszawska syrenka jej się nie podobała, bo: nie ma błękitnych łusek, nie ma różowego staniczka i trzyma w rękach tarczę i miecz i ma nieładny kolor. No cóż życie ;-) Jula robiła także ogromne bańki.



Po południu wszyscy udaliśmy się do Centrum Nauki Kopernik. Mieliśmy już wcześniej karnety, więc ominęło nas stanie w kolejce. Miejsce niesamowite i dla dziecka i dla dorosłego. Bez względu na wiek ludzie spacerowali i eksperymentowali z ciekawością w oczach. Dopiero o 17.50 mogłyśmy wejść na specjalną wystawę dla maluszków - wystawa bzz, więc sporo czasu spędziłyśmy na pozostałych ekspozycjach. Przyznam się, że sama niewiele doświadczyłam starając się pomóc Julce w jej eksperymentach, ale i tak była to dla mnie wielka frajda. Poniżej film i zdjęcia z miejsc, które było ciężko opuścić małemu człowiekowi. Duże wrażenie zrobił na nas symulator trzęsienia ziemi.

Na tym kole córka była wiele razy i każde zejście trzeba było długo negocjować.








W niedzielę rano, wybraliśmy się na spacer w pobliżu starówki. Było ciepło, słonecznie i fantastycznie :-)
Więcej zdjęć z pobytu w Warszawie tutaj.