niedziela, 18 marca 2012

Stadion lekkoatletyczny

Dziewczynki zrobiły wczoraj dwa pełne okrążenia na stadionie lekkoatletycznym. Julia zasypiała już podczas czytania bajki na dobranoc :-)








czwartek, 8 marca 2012

Papierowe lalki

Miałyśmy dziś z Julią mamowo-córkowe popołudnie. Tata został dłużej w pracy a my postanowiłyśmy wybrać się do naleśnikarni na obiad. Julia zamówiła naleśniki z gruszkami w sosie waniliowym i zajadała z wielkim entuzjazmem. Potem spacerem udałyśmy się do domu w celu kanapowania. To jedno z naszych najulubieńszych zajęć wspólnych. A więc otuliłyśmy się kocem na sofie i czytałyśmy "Piaskowego Wilka i prawdziwe wymysły" popijając herbatę z konfiturą z cytryny (mama) i sok z czarnej porzeczki dziadka Jasia (Julia). Potem córka zarządziła swoją ulubioną od wielu miesięcy zabawę papierowymi lalkami i tak spędziłyśmy resztę wieczoru :-)
jedno z  popołudni projektowych

fragment kolekcji


Papierowe lalki to jakiś fenomen. Codziennie powstaje przynajmniej jedna. Niektóre są wykonane przeze mnie lub babcię Basię, ozdobione przez Julię i wycięte, inne córka sama rysuje, koloruje i wycina, trzeci rodzaj to lalki wycięte z kolorowanek - oczywiście piękne księżniczki. Te papierowe postaci są ważniejsze od lalki Barbie i Kena, które dosłała pod choinkę i innych małych laleczek, którymi do niedawna tak chętnie się bawiła. Marysia również lubi bawić się u nas w ten sposób, ale w swoim domu raczej preferuje "normalne" zabawki ;-)
Zauważyliśmy także, że jeszcze sprawniej posługuje się nożyczkami. Uwielbia wycinać swoje projekty, ale czasem prosi, aby zrobić to za nią. Do ubierania papierowych postaci używamy: kredek, pasteli, farb, skrawków tapet, materiałów i kolorowego papieru oraz filcu, cekinów, naklejek i własnej imaginacji. Często trzeba sobie wyobrazić, że lalka coś ma, czego nie widać gołym okiem. Oczywiście wszystkie muszą mieć długie włosy, niektóre bardzo dłuuuuuugiiiieeeee. Każda ma jakieś imię, ale to się stale zmienia, więc nie warto kojarzyć konkretnej postaci z danym określeniem: Kopciuszek, Odęta, Annika, Julka, Marysia, Kunegunda (zła księżniczka), Roszpunka i wiele, wiele innych...

Na koniec kilka uwag o matematycznym regresie. Wreszcie minął. Jeszcze w styczniu Julia zapomniała jak policzyć do dziesięciu, dzisiaj znowu pięknie liczy, pokazuje określoną liczbę rzeczy na wyraźne polecenie. Od kilku dni potrafi też sama bez poplątania rąk i bez podglądania rodziców zrobić znak krzyża.

środa, 8 lutego 2012

Okulista

W zeszłym tygodniu byłyśmy u okulisty dziecięcego w Tychach na konsultacji. Julia czasami skarży się, że bolą ją oczy. Wspaniały Pan Doktor z genialnym wyczuciem i podejściem do dzieci zbadał oczy i orzekł, że wszystko jest w porządku, ale to nic nie znaczy u takiego malucha. Tak więc przepisał atropinę i miałyśmy się zgłosić na wizytę po serii zakropleń.
Podawanie kropli do oczu nie należało do ulubionych zajęć naszej córki, ale jak trzeba to trzeba. Dzisiaj rano obyło się bez wrzasków. Po uprzednim zapewnieniu - Bardzo Cię kocham mamusiu. Dzisiaj nie będę wrzeszczeć, obiecuję - spokojnie podałam ostatnią dawkę leku.
Dzisiaj, po atropinie, lekarz ocenił wadę wzroku na -1,5, ale w tym wieku to się mieści w granicach normy i jest związane z fizjologią. Kontrola za 2-3 miesiące. Dostałyśmy kropelki na wszelki wypadek, gdyby się skarżyła na ból oczu w związku z jakimś zatarciem, czy małym zapaleniem spojówek.

Julia wspaniale radzi sobie podczas takich wizyt, jest chętna do współpracy, ciekawa tego co ją czeka. Wcześniej zawsze jej wszystko opowiadam, staram się oswoić i zapewniam, że ja cały czas będę jej towarzyszyć. Na pierwszym spotkaniu musiałam powtarzać każde polecenie okulisty, a dzisiaj już moje wsparcie nie było potrzebne. Nawet sobie razem z panem pożartowała. Tak więc kolejny lekarz, po pediatrze i stomatologu, został oswojony :-)

wtorek, 7 lutego 2012

Pewnego dnia przy śniadaniu...

Dzisiaj obudziłam się ok 8.00 rano słysząc, że moje dziecko już działa w kuchni. Zastałam córkę ubraną i gotową do śniadania. Po raz pierwszy samodzielnie założyła na siebie wszystkie części garderoby. Od dawna już decyduje co na siebie założy. Mogę jedynie proponować pewne rozwiązania, ale to ona podejmuje decyzję od majteczek po tunikę czy sukienkę. Ostatnio miała zwyczaj ubierać się grubo po śniadaniu, na wyraźną naszą prośbę. Dzisiaj widać uznała, że coś trzeba ze sobą zrobić zanim mama wreszcie się obudzi ;-)
Najbardziej urocze było to, że rajstopki i koszulka zostały założone tył na przód. Oczywiście nie śmiałam proponować przebierania.
Następnie moje niezwykle samodzielne dziecko poprosiło na śniadanie racuszki, ale bez jabłka!
Po czym zjadło wszystkie cztery sztuki, każda z innym nałożeniem (cukier puder, golden syrup, nutella, powidła śliwkowe). Kiedy już dołączyłam do niej ze swoimi kanapkami i siedziałyśmy obok siebie słuchając po raz nie wiadomo który "Dzikich łabędzi" Julia rozmarzonym głosem (takim jak to potrafią trzy i pół latki) rzekła:
"Mamusiu jak to wspaniale tak sobie siedzieć razem, jeść śniadanie i patrzeć na modrzewia. I słuchać bajki o Elizie." Tu nastąpił przytul i łokciowanie.
Tak fantastycznie zaczęłyśmy dzisiejszy dzień :-)

czwartek, 2 lutego 2012

Samodzielność

Dzisiaj Julia samodzielnie i dokładnie pościeliła swoje łóżko: schowała pościel do szuflady, nakryła materac kocykiem i ułożyła poduszki. W minioną sobotę poprosiłam ją aby uprzątnęła z podłogi zabawki, bo chciałam poodkurzać. Kiedy przyszłam do pokoju po jakimś czasie, Julka nie tylko sprzątnęła zabawki, ale i podniosła wszystkie rzeczy z podłogi i ułożyła je na łóżku. Miałam pokój gotowy do sprzątania :-)
Najmilsze jest to, że ona podpatruje to co my robimy i naśladuje nas w tym, ale sama wychodzi z inicjatywą :-)
Zuch dziewczynka!

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Ambicja i śnieg

Dzisiaj rano wychodziłam z domu bardzo wcześnie do pracy. Julia siedzi przy stole i zajada grzankę, a ja się ubieram do wyjścia. Żegnając się z nią mówię, żeby dokończyła swoje śniadanko i poszła się pobawić, a jak się znudzi to ma obudzić tatę. Uznała, że już jej się nudzi ;-) Po czym zadecydowała, że mam już wychodzić bo się spóźnię. Oczywiście tato czuwał w swoim łóżku.
Po popołudniu byłyśmy na ostatnich zajęciach z rytmiki w tym semestrze. Julia pięknie zaśpiewała piosenkę o zimie przy pianinie, dzwoniąc podczas refrenu dzwoneczkiem. To nie jest takie proste dla malucha, aby dzwonić wtedy, gdy trzeba a nie przez cały czas :-) Podczas jednej z zabaw ruchowych, dzieci biegały dookoła dywanu, w czasie gdy pani Andronika grała na pianinie, miały też za zadanie wymijać się, ale tak, aby nie potrącić osoby wymijanej. Julka skupiła się na bieganiu i kiedy muzyka ucichła wszystkie dzieci wskoczyły na dywan, a Julia uderzyła w płacz... Panie nie rozumiały o co chodzi, ja w pierwszej chwili też, ale szybko wyjaśniło się, że Julia nie zdążyła nikogo wyminąć, a czuła, że jest to konieczne do prawidłowego wykonania ćwiczenia. Myślę, że po raz pierwszy uzmysłowiłam sobie i zaobserwowałam u mojego dziecka, że jest ambitne.
Tak więc mam dzielną i ambitną córeczkę :-)





W piątek spadł wreszcie długo wyczekiwany śnieg, więc mogliśmy wybrać się na sanki, wojnę śnieżkami i długie spacery. To jest pierwsza zima, z której Julia cieszy się i korzysta nieograniczenie, swobodnie, pewna, sprawna, zwinna, ze świetną kondycją. W zeszłym roku jeszcze nie wszystkie jej ruchy pod warstwami ubrań były zborne i sprawne. Zabawy na śniegu dają ogromną frajdę i radość :-)
U nas tegoroczny śnieg był tęsknie wyczekiwany z jeszcze jednego powodu. Mąż od jakiegoś czasu przekonywał Julię, aby spała całą noc w swoim łóżku i przestała do nad przychodzić. Córka upierała się, że zacznie spać sama jak będą jej urodziny. Tato jednak przekonał ją, żeby zaczęła przesypiać samodzielnie całą noc jak spadnie śnieg. No cóż zaczęliśmy mieć wrażenie, że prędzej będą jej urodziny niż śnieżna zima :-)
Jednak od piątku mamy śnieg, a Julka śpi sama. Jeśli musi wstać na siusiu to nocniczek czeka obok jej łóżka i potem Julka wraca do siebie (czasem trzeba ją odprowadzić, ale nie protestuje, hihi). Rano jak wstawała przez weekend to miała przygotowane kolorowanki i lego, więc siadała do zabawy. W sobotę przyszła do nas o 8.20 :-) Wspaniale!

sobota, 7 stycznia 2012

Klocki lego

Julia bawi się klockami lego od dawna. Na pierwsze urodziny dostała zestaw lego duplo sklep. Później rozbudowaliśmy go trochę o podstawowe elementy i kilka figurek. Bawiła się tymi klockami aktywnie jeszcze jesienią 2011. Na trzecie urodziny dostała od nas zestaw normalnego lego do budowania, a pod tegoroczną choinką znalazł się mały zestaw domek i płytka budowlana. To absolutny hit. Chyba ta płytka spowodowała, że córka przerzuciła się z duplo na małe klocki. Mąż zbudował jej zamek i domek a dziecko godzinami sobie to przetwarza po swojemu, częściej samodzielnie niż z naszą pomocą. A dziś odwiedził nas wujek Paweł i ciocia Do. Wujek jest specjalistą od lego i spędził z Julią większość spotkania w jej pokoju na dywanie robiąc jeziorko, próg zwalniający i aranżując zajęcia dla figurek. Dziecko ze łzami w oczach pozwoliło przenieść budowlę z podłogi na biurko, aby wreszcie o 21 udać się do kąpieli. "Mamusiu ja chcę aby wujek Paweł znowu jutro przyjechał i bawił się ze mną..."

zabawy z tatą

zabawy z wujkiem